środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 2: Szczęście w nieszczęściu

Hej :-)
Przepraszam za tak długą przerwę. Ale już jest nowy rozdział. :-)
Chyba powinnam was już na wstępie ostrzec, że uwielbiam dialogi, nie wiedzieć czemu. :-D Ale postaram się je ograniczyć. To znaczy, w tym rozdziale jeszcze będzie ich bardzo dużo (w sumie to to jest jeden wielki dialog :-D), ale od następnego nie powinno być aż tyle. :-)
Zapraszam do lektury :-)
joaniss :-)

------------------

- Witaj, Caro. - Powiedziała z wściekłością nieznajoma dziewczyna.
- Czy my się znamy?
- Nie, ale powiem ci kim jestem. Jestem dziewczyną, która powinna być na twoim miejscu, tą, która powinna poznać Tokio Hotel. To powinnam by ja! - Wrzasnęła i rzuciła się na Carę.
  Przewróciła ją na ziemię i zaczęła okładać pięściami. Potem wstała i kopała z całej siły. Cara próbowała się bronić, ale tamtą ogarnęła dzika furia. Te wsszystkie ciosy, które dziewczyna otrzymała sprawiły, że straciła przytomność. Kiedy psychofanka to zauważyła, uciekla, zostawiając Carę na pastwę losu.
  Tymczasem Tokio Hotel wsiadali właśnie do limuzyny podstawionej z tyłu klubu. Tylko Bill nie wsiadł.
- Wiecie co chłpaki, ja się chyba przejdę.
- Idę z tobą. - Powiedział Tom, chcąc wyjść z auta.
- Nie, nie trzeba. Chcę przemyśleć parę spraw. A przed fankami już nie raz uciekałem, więc możecie być spokojni. - Uprzedził ich pytanie.
- Ok, czekamy w hotelu. Pa, brzciszku.
- Pa.
  Kiedy odjechali, on też ruszył w droge. Wiedział, że fanki pognały za limuzyną, więc nie musiał się martwić, że ktoś go rozpozna.
  Nagle zobaczył coś, a raczej kogoś, leżącego na chodniku. Podbiegł do ciała, uklęknął przy nim i odwrócił je na plecy.
- O Matko, Cara. - Szepnął zaszokowany i wyciągnął telefon. Zadzwonił na pogotowie.
  Kiedy przyjechali i zabrali Carę do ambulansu, spytał, czy może z nią jechać.
- Jest pan z rodziny?
- Nie, ale jestem znajomym i znalazłem ją w tym stanie. Bardzo się o nią martwię. Proszę, mogę jechać?
- No dobrze, wyjątkwo panu pozwolę.
- Dziękuję bardzo.
  Tymaczasem Tom zaczął martwić się o swojego młodszego brata. Zadzwonił do Billa, ale ten nie odbierał. Dopiro po kilku próbach udało mu się dodzwonić do blondyna.
- Bill, do cholery jasnej! Gdzie ty się podziewasz!? Ja tu ataku serca za chwilę dostanę!
- Tom, nie przesadzaj! Po pierwsze: na atak serca jesteś za młody, po drugie: dorosły jestem, po trzecie: jestem w szpitalu.
- CO?!
- Nie panikuj, nic mi nie jest. Carę ktoś pobił i siedzę przy jej łóżku, bo jest nieprzytomna.
- Carę? Tą co wygrała spotkanie z nami?
- A znasz jakąś inną? - Rozłączył się i znów złapał dziewczynę za rękę.
  Po kilku minutach do sali weszli rodzice Cary z jej młodszą siostrą. Kiedy Bill ich zobaczył od razu puścił rękę dziewczyny i szybko wstał, a jej mamazajęła jego miejsce.
- Dobry wieczór. - Powiedział zmieszany i spóścił wzrok. - Ja może już pójdę. - Chciał wyjść, ale zatrzymał go tata Cary.
- Kim jesteś? - Spytał wyraźnie niezadowolony z faktu, że widzi przy córce nieznajomego chłopaka.
 "I co ja mam teraz powiedzieć?" - Pomyślał zdenerwowany Bill.
- Ja... yyy... ja... jestem znajomym Cary z koncertu.
- A co tu robisz?
- Znalazłem ją pobitą kiedy wracałem do hotelu. Martwiłem się, więc przyjechałem i cały czas przy niej byłem.
- Tato, tato! - Zawołała 4-letnia Carmen, siostra Cary. - A ten pan... - Nie zdążyła już dokończyć, bo w tym momencie jej siostra ocknęła się.
- Co... co się stało? - Spytała słabym głosem.- Gdzie ja jestem? - Była wyraźnie zdezorientowana.
- Ktoś cię pobił. Znalazłem cię i zadzwoniłem po pogotowie. Jesteś w szpitalu. - Odpowiedział blondyn stając przy łóżku dziewczyny.
- B... Bill? Co ty tu... robisz?
- Jestem przy tobie. Przez cały czas, odkąd cię znalazłem. Opuściłem cię może na 15 minut. - Uśmiechnał się słodko. - Martwiłem się.
- O mnie?
- Zawsze troszczę się o fanów.
- Fanów? - Zapytał zdziwiony i zły tata Cary.
- Tatusiu! - Znów odezwała się Carmen. - Ten pan jest na plakatach Cary.
  "Ups." - Przeszło przez myśl Billowi i dziewczynie.
  Mama Cary spojrzala na chłopaka podejrzliwie, a jej ojciec złapał go za koszulkę.
- A może... - Nie zdążył dokończyć, bo do sali wszedł Tom i uwolnił blondyna. Wywiązałaby się bójka, gdyby nie Cara. Mimo, iż była słaba, wstała i chwiejnym krokiem podeszła do mężczyzn.
- Zachowujecie się jak dzieci. - Zdołała wychrypieć. Wszyscy trzej spojrzeli w jej stronę i zobaczyli jak dziewczyna upada. Bill momentalnie znalazł się przy niej, wziął ją na ręce i zaniósł spowrotem do łóżka.
- Widzicie co narobiliście? - Spytała z wyrzutem mama dziewczyny. - Dziecko, nic ci się nie stało?
- Nie mamo, wszystko... dobrze. - Odpowiedziała nadal słabym głosem.
- Przepraszam cię. Nie chcieliśmy, żeby to tak wyszło, córeczko.
- Tak, przepraszamy. - Uśmiechnął się starszy Kaulitz. - A właśnie: cześć, Caro. Jak się czujesz?
- Cześć, Tom. Dziękuję, co... raz lepiej.
- Cieszę się bardzo. - Chłopak znów się uśmiechnął. - Ok, ja wpadłem tylko, żeby sprawdzić co z tobą i przy okazji po Billa, który mi wszystko pięknie, ładnie opowiedział, więc będę się już zbierał. Pa. Chodź braciszku, daj dziewczynie odpocząć.
- Ale...
- Nie ma żadnego "ale". Idziemy! Jeszcze raz pa, Caro.
- Pa. - Zawtórował mu blondyn.
- Pa, Bill, pa, Tom.
  Chłopaki wyszli, a Cara poczuła, że wraz z nimi odeszło coś jeszcze. Nie wiedziała tylko co.