Nadszedł dzień koncertu. Cara już od rana czekała pod klubem, w którym miał się odbyć. Musiała zdobyć dobre miejsce, ale kiedy zobaczyła tych wszystkich ludzi, którzy przyszli przed nią, zaczęła wątpić, czy jej się uda.
Kiedy zaczęli wpuszczać fanów do klubu, Cara dostała numer 100. "Nie jest tak źle" - pomyślała. Co prawda nie była na żadnym koncercie, ale wydawało jej się, że to dobre miejsce.
Głośniki zabrzęczały, a Aliens zaczęli skandować: "TOKIO HOTEL! TOKIO HOTEL!".
Gdy Bill usłyszał krzyk fanów od razu poczuł, że jest na swoim miejscu. Scena dodawała mu skrzydeł, była jego żywiołem. Spojrzał na Toma, który czuł to samo co jego bliźniak. Właśnie tu powinni być. To jest ich świat.
- Witajcie, Aliens! - Krzyknął Bill, a fanki zaczęły piszczeć. - Tęskniliśmy za wami! - Pisk stał się ogłuszający. - Słyszę, że wy za nami też! No to zaczynamy!
Gustav wystukał pałeczkami rytm i zaczęła się pierwsza piosenka. Cara w życiu nie czuła się lepiej. Dała się ponieść atmoswerze panującej wokół niej. Skakała, tańczyła, śpiewała razem z innymi. W pewnym momencie Bill krzyknął:
- STOP!
Wszyscy spojrzeli na niego niepewnie. Co się stało? Czemu przerwał koncert?
- Aliens, mamy dla was niespodziankę! Kto z was przy wejściu dostał numerek 100?
- JA! - Cara usłyszała swój głos.
- Chodź to do nas! - Odkrzyknął Bill. - Podejdź do sceny!
Dziewczyna zaczęła się przedzierać przez tłum. W końcu dotarła pod scenę, na którą wciągnęli ją bliźniacy. Nie mogła uwierzyć, że stoi obok nich. I to jeszcze na koncercie.
- Jak masz na imię? - Spytał Bill.
- Cara. - Odpowiedziała drżącym głosem.
- Ładnie. - Wtrącił Tom.
- Dzięki.
- Ok. Do rzeczy. Mamy dla ciebie prezent: zapraszamy cię po koncercie za kulisy. Będziemy mogli dłużej porozmawiać. - Uśmiechnął się szeroko Bill.
- Serio?
- Całkiem serio. - Odpowiedział Tom.
Cara spojrzała na nich z powątpiewaniem.
- Nie żartujemy. Po koncercie zapraszamy za kulisy.
- Dzięki, dzięki, dzięki! - Odparła przeszczęśliwa dziewczyna.
- Nie ma za co. Taki nasz mały podarunek z okazji powrotu na scenę. - Odpowiedział z wielkim uśmiechem Bill. - Ok, wracaj na widownię i kontynłuj zabawę.
Cara zeszła ze sceny niewyobrażalnie szczęśliwa. Jednak marzenia się spełniają.
Inni Aliens jednak nie byli zbyt zadowoleni z faktu, że to właśnie ona wygrała, a nie ktoś z nich. Dziewczyna nie zauważyła ich gniewnych spojrzeń, była zbyt podekscytowana i znów dała się ponieść.
Gdy koncert dobiegał końca do Cary podszedł jakiś potężnie zbudowany facet.
- Ty masz numerek 100? - Spytał przekrzykując wrzawę koncertu.
- Tak! - Odkrzyknęła dziewczyna.
- Chodź ze mną!
- Nie wiem kim jesteś i czego ode mnie chcesz!
- Mam na imię Eric, jestem ochroniarzem TH! Mam cię zaprowadzić za kulisy!
- Więc prowadź!
Cara poszła za mężczyzną, który wyprowadził ją z klubu i zaprowadził do tylnego wejścia. Weszła do budynku i podążyła za Ericem do dużego pomieszczenia, w którym stały biała kanapa i wielki stół.
- Częstuj się. - Powiedział z uśmiechem Eric.
- Dzięki. - Wzięła kanapeczkę i usiadła na kanapie.
Po jakichś 15 minutach koncert zakończył się na dobre i zadowoleni z siebie Tokio Hotel weszli do pokoju, w którym czekała Cara. Na ich widok dziewczyna wstała z kanapy i uśmiechnęła się promiennie, a chłopaki odwzajemnili uśmiech.
- Witaj ponownie. - Powiedział Bill.
- Cześć wam.
- Eric jak zwykle spełnił powierzone mu zadanie. - Stwierdził Tom mrugając do mięśniaka.
- Wątpiłeś we mnie?
- Nie, skądże. W ciebie nie da się wątpić. - Uśmiechnął się szeroko i zwrócił do Cary. - Cieszysz się, że już jesteśmy?
- Bardzo.
- Wielki wyszczerz na jej twarzyczce mówi sam za siebie. - Stwierdził Georg, za co dostał kopniaka od Gustava. - No co?
- Zastanów się czasem zanim coś powiesz, dobrze ci radzę. Niby jesteś najstarszy, ale czasem mam wrażenie, że też najgłupszy.
- Zgadzam się. - Powiedział Tom i zaczął się śmiać jakby był co najmniej psychiczny.
- Nie zwracaj uwagi na tych idiotów. - Stwierdził Gustaw zwracając się do Cary. - Oni tak zawsze.
- Ok, zapamiętam.
Reszta spotkania upłynęła w równie wesołej atmoswerze. Cara wymieniła się z chłopakami numerami telefonów.
Po jakiejś godzinie dziewczyna stwierdziła, że musi już iść.
- Zaczekaj jeszcze chwilę, to cię podwieziemy. - Zaproponował Bill.
- Nie, dzięki, przejdę się. Do zobaczenia.
- Skoro tak, pa.
Cara uścisnęła jeszcze chłopaków za pożegnanie, wyszła z klubu i skierowała się w stronę swojego domu. Nie zaszła zbyt daleko, bo nagle wyrosła przed nią jakaś dziewczyna.